DNI WSPÓLNOTY: Relacja z Rejonowego Dnia Wspólnoty Rejonów I i II Stalowa Wola

 

Na drugą niedzielę adwentu, czyli 10 grudnia 2017, w tym roku pracy Ruchu Światło-Życie przewidziano kolejny Dzień Wspólnoty. Pewną tradycją stało się już, że oba stalowowolskie rejony świętują to wydarzenie wspólnie. Tym razem gospodarzem spotkania był Rejon II Stalowa Wola, czyli miało ono miejsce przy parafii pod wezwaniem Opatrzności Bożej.

 

            W okres adwentu, ów swoisty tygiel wydarzeń, bo oto choć rok kalendarzowy wciąż jeszcze trwa, liturgicznie tyle co rozpoczęliśmy już nowy, bo absorbują nas już zbliżające się święta, ale emocja Św. Mikołaja jeszcze nie opadła, bo oto zaledwie dwa dni temu mieliśmy Uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny – czyli nasze patronalne święto, a tu wkładamy w to wszystko jeszcze dzień wspólnoty. Można odnieść wrażenie, że trochę tego dużo i o ile intuicja tego odczucia wydaje się być słuszna, o tyle Dzień Wspólnoty powinniśmy odczytać nie jako dodatkowy element pędu, ale wręcz odwrotnie – jako możliwość zatrzymania się, jako czas na złapanie duchowego oddechu, jako to wydarzenie, które we wspólnocie jaką tworzymy, w wymiarze duchowym pozwoli nam uświadomić sobie, że jednak „czuwamy”.

 

            Czas poświęcony wspólnocie, bo nie może być inaczej, ostatecznie zostaje uświęcony łaską Jezusa Chrystusa, który w niej działa i jest obecny. Były powody, choć może sami ich w tym momencie nie dostrzegamy, dla których Bóg chciał, żebyśmy się w tym czasie i w takim gronie spotkali. Wszystko co zostało powiedziane i do czego wspólną pracą w grupach doszliśmy, zostało przez Bożą Opatrzność, zaplanowane, przewidziane, a także było komuś potrzebne i bardzo konkretnie do kogoś skierowane.

 

            Świętowanie zaczęliśmy od Mszy Świętej sprawowanej o godzinie 10:00. Pełna świątynia wiernych parafian miała okazję zobaczyć jak posługujemy na liturgii poprzez śpiew w tym psalmu responsoryjnego, czytanie lekcji mszalnych, komentarze liturgiczne, modlitwę wiernych i procesję z darami. Byliśmy dużą, widoczną grupą, choć – tak myślę – najważniejsze było to, że gromadnie przystąpiliśmy do komunii świętej, co chyba jest jednym z najmocniejszych możliwych świadectw jakie w obecnym czasie można dać wewnątrz Kościoła. Nie wolno zapomnieć, o pięknym geście sprawującego tę eucharystię księdza proboszcza Krzysztofa Kidy, który podkreślił nasz w niej udział i zaprosił chętnych do przyłączenia się do wspólnoty.

 

            Po zakończonej Mszy Świętej przeszliśmy do domu bł. Ks. Jerzego Popiełuszki, a w nim do popularnej „Kany”, zaś naszymi pociechami zajęły się, kolejny już zresztą raz, zaprzyjaźnione studentki pedagogiki KUL. Podczas gdy rodzice słuchali głoszonej przez ks. Rafała Kusiaka konferencji pociechy zajęte były produkcją kartek świątecznych, a potem radosną zabawą i tańcem.

 

            Ks. Rafał Kusiak w swej konferencji skupił się na ważnej i trudnej kwestii, a mianowicie na fakcie, że nie można mówić o służbie w rodzinie, co jest swoistą i zamierzoną kontynuacją tematyki poruszanej w trakcie konferencji mających miejsce na dniach wspólnoty, bez rozwoju katechumenatu rodzinnego. Duchowość małżeńska musi przełożyć się na katechumenat rodzinny, czyli innymi słowy „wyjść przed szerszą” publiczność. Katechumenat rodzinny jest według ks. Rafała jest przenikającą się wzajemnie siatką wzajemnych relacji pomiędzy małżonkami i uczestnikami życia rodziny między sobą i między Bogiem. Jeżeli my jako małżonkowie dbamy o relację z Bogiem  między sobą i dziećmi, to i dzieci lecz i inni członkowie rodziny mają możliwość zachować dobre relacje między sobą, Bogiem i rodzicami czy dalszymi członkami rodziny. Ten dość mocno teoretycznie brzmiący problem ks. Rafał przedstawił w bardzo obrazowy i prosty sposób dzieląc go na trzy wymiary: formacji ludzkiej, katechumenatu i praktyki. Formację ludzką oparł o wyszczególnione w Piśmie Świętym uczynki miłosierdzia i ich wielorakie znaczenia. I tak:

 

– nakarmić głodnego, to szeroko rozumiany obszar troski o drugiego,

– napoić spragnionego to dać, stworzyć możliwość rozwoju wszystkim,

– przyjąć przybysza, to otworzyć serce na potrzeby najbliższych by tym samy uwrażliwić na potrzeby innych,

– ubrać nagiego oznacza każde działanie przywracające godność osoby,

– odwiedzić chorego, to nic innego jak współczucie, empatia,

– przyjść do więzienia, to między innymi wybaczyć.

 

Katechumenat w służbie rodziny polega na:

 

– wdrażaniu do życia Słowem Bożym – czyli trosce o to, by istniało ono w przestrzeni życia rodziny,

– wdrażaniu do życia modlitwą – czyli nic innego jak codzienna wspólna modlitwa,

– wdrażaniu do życia sakramentalnego – to wzajemna troska i uczestnictwo w sakramentach zwłaszcza pokuty i eucharystii,

– wdrażaniu do postawy świadectwa – poprzez dawanie świadectwa i wspieranie odwagi do dawania go,

– wdrażaniu do postawy diakoni – poprzez wzajemne usługiwanie i pokorne przyjmowanie postaw służebnych wobec siebie

 

Wymiar praktyczny dwóch poprzednich przestrzeni opiera się na okresowym przypominaniu sobie ich zadań i konsekwencji małych kroków, zwłaszcza konsekwencji, bo w oparciu o nią jesteśmy w stanie wypracować konkretną postawę i skłonność.

Na koniec Ks. Rafał Kusiak przypomniał słowa Ks. Franciszka Blachnickiego, który powiedział, że: „Przyszłość Kościoła zależy od odnowy rodziny – rodziny jako środowiska wiary, jako katechumenatu”. Trzeba to rozumieć również w taki sposób, że ostatecznie w rodzinie wychowujemy się wszyscy nawzajem i troszczymy o siebie wszyscy nawzajem, dopiero ta zdolność przerodzić się może w diakonię. Nie będziemy służyć jeżeli nie będziemy wiedzieć jak to się robi, zaś naturalnym miejscem nauki służby jest właśnie rodzina.

 

Jak widać konferencja, wysłuchana z uwagą i skupieniu przez uczestników, była konkretna i bogata w treści, za co dziękujemy ks. Rafałowi, bo była przygotowana, przemyślana i dodatkowo wzbogacona o prezentację. To trzeba zauważyć, podkreślić i docenić. Konferencja była żywo komentowana również podczas kolejnego punktu Dnia Wspólnoty, którym był posiłek.

 

Ciepły, pożywny, obiadowy posiłek serwowany na naszych dniach wspólnoty, to niejako odrębny i smaczny temat, a wiedzieć nam trzeba, iż jest on od początku do końca darem serca i pracy (oraz zarwanej nocki) Beaty i Andrzeja Wereskich. Piszącemu tę relację zwyczajnie brakuje słów, by wyrazić im podziw i wdzięczność. Czuję się osobiście zbudowany ich postawą, bezinteresownością i oddaniem. Przecież, to że ze smakiem zajadałem dzisiaj gorące klopsiki z kaszą jaglaną na parze i buraczkami, akurat w momencie gdy rzeczywiście poczułem się głodny, to ich czas, praca, produkty, pieniądze – zupełnie bezinteresownie, dla mnie. Dodam tylko, że ci co „odpuścili” taką wyżerkę, mają czego żałować.

 

Czas posiłku jest też czasem dzielenia się życiem przed spotkaniami w grupach. Okazją na to, żeby porozmawiać, poznać się, odkurzyć stare znajomości, podzielić echem najistotniejszych wydarzeń, momentem budowania bezpośrednich relacji we wspólnocie. Bardzo szybko mija tych kilka chwil, po których rozchodzimy się na spotkanie w grupach, a tam czas jeszcze bardziej przyspiesza, co jest dobrym symptomem. Czas dłuży się w towarzystwie obcych i nie mających ze sobą nic wspólnego ludzi, jeżeli nam skończył się zbyt szybko, a potwierdzili to wszyscy, to nie oznacza z kolei, że było go za mało, a to, że rzeczy Bożych nie jesteśmy w stanie wyczerpać nawet w wieczności, a co dopiero mówić o jednej ludzkiej godzinie. Oznacza to jeszcze to, że mieliśmy sobie coś do powiedzenia, mieliśmy się czym podzielić i chcieliśmy to zrobić.

 

Na spotkaniach w grupach ponownie pochyliliśmy się na duchowym znaczeniem i wymiarem uczynków miłosierdzia. Na tym co konkretnie w życiu naszych rodzin oznacza, że nakarmiłem głodnego, napoiłem spragnionego, przyjąłem przybysza, ubrałem nagiego, zająłem się chorym i uwięzionym. Efektami zaś naszych przemyśleń i doświadczeń podzieliliśmy się z wszystkimi podczas ostatniego punktu programu. Oto najciekawsze ze spostrzeżeń.

 

Głód i pragnienie oznaczają głód relacji, pragnienie miłości, a proces wychowania i przekazywania wiary jest (powinien być) „chlebem powszednim”. Przybyszem w naszych rodzinach może być kolejne dziecko, a zwłaszcza u rodziców, których wiek wedle niektórych wskazuje na to, że powinni dać sobie spokój. Przybyszami są również nasi zięciowie, synowe, teściowie. Czasami bywają duże problemy z przyjęciem ich do „domu”. Nagi, to ktoś potrzebujący zrozumienia, a czasami, żeby ubrać nagiego, trzeba się samemu „rozebrać” czyli zejść do jego poziomu, odrzucić pozy i nawyki, poczucie wyższości. Troska o chorych przenika ciało i ducha, to również troska o zapewnienie sakramentów odchodzącym, żegnającym się z życiem. Czasami jest to trwanie na modlitwie czasami przy łóżku – wytrwałe trwanie. Więźniami bywają osoby uzależnione, słabe, niekonsekwentne, ale czasami sami czynimy się więźniami braku wybaczenia, niewyjaśnionych nieporozumień, obojętności.

 

Powiem na koniec jedynie tyle, że skoro ta relacja, która z racji swej natury jest jakiś ogromnym skrótem, nie wiedzieć kiedy rozrosła mi się i to dość konkretnie, to ile podczas tego Dnia Wspólnoty musiało się realnie wydarzyć, jaki ogrom łaski, myśli, miłości, modlitwy zaistniał, miał miejsce i stał się darem. Oto powód dla którego warto bywać na Dniach Wspólnoty i dla którego już teraz zapraszamy wszystkich na kolejny.

 

Wszystkim, którzy przybyli, uczestniczyli i w jakikolwiek, choćby najmniejszy sposób wsparli organizację tego Dnia Wspólnoty Serdecznie Bóg Zapłać składają:

 

Beata i Andrzej Werescy

Aneta i Andrzej Moskalowie

 

GALERIA ZDJĘĆ