MIŁOŚĆ I PRZEBACZENIE – rekolekcje tematyczne w Sandomierzu.

 

Jesienne rekolekcje tematyczne organizowane przez Domowy Kościół diecezji sandomierskiej, za przyczyną Agnieszki i Jakuba Kołodziejów (widocznych na powyższym zdjęciu) cieszą się ogromną popularnością. I tym razem nie mogło być inaczej. Para odpowiedzialna za przygotowanie wydarzenia i jego sprawny przebieg – czyli Halinka i Marian Indykowie – na długo przed terminem ich rozpoczęcia mieli „komplet” i listę rezerwową. To już czwarte z kolei spotkanie rekolekcyjne prowadzone przez tych małżonków dla naszej wspólnoty i wszystko na to wskazuje, że nie ostatnie. Jest to znana, ceniona para prelegentów, członków Domowego Kościoła żyjących i pracujących na co dzień w Lublinie.

Począwszy od piątkowego wieczoru (23 listopada 2018) do niedzielnego popołudnia (25 listopada 2018)  Diecezjalne Centrum Kultury, Edukacji i Formacji Chrześcijańskiej „Quo Vadis” przy  Placu Św. Wojciecha 4 – tętniło życiem rodzinnym i dziecięcym gwarem. W rekolekcjach wzięło udział w sumie 37 par małżeńskich, które przywiozło ze sobą 41 (sprawdziłem i nie jest to błąd) swoich dzieci. Od strony duchowej dopełniał je swoją posługą ksiądz Konrad Fedorowski, a wspierał go w tym dziele (wtedy kiedy to było możliwe) ks. Dominik Żelazko. Diakonią wychowawczą zarządzała (w pocie czoła i z wypiekami na twarzy, bo miała co ogarniać i kogo pilnować) Beata Kubasińska.

Temat rekolekcji, pomimo że ładnie i zachęcająco brzmiał: „Miłość i przebaczenie” – o czym już na samym początku uprzedzili Agnieszka i Jakub, był najtrudniejszym, a dla niektórych (co potem okazało się ostrzeżeniem bynajmniej nie czynionym na wyrost) najboleśniejszym z tych jakie do tej pory podejmowali. W trakcie czterech wygłoszonych podczas rekolekcji konferencji nasi goście przeprowadzili ich uczestników przez drogę, którą jest proces przebaczania. Bardzo szybko okazało się, że osławione przebaczenie nie kończy się na „akcie woli”, a wręcz odwrotnie od niego zaczyna i bynajmniej na nim nie powinno się pozostać, bo to jeszcze niczego w nas nie zmienia i przy byle okazji i pod bylem pretekstem boleśnie powróci. Przebaczenie owszem od aktu woli się zaczyna, ale po nim nastąpić powinien cały proces emocjonalnego uzdrowienia, powrotu do stanu harmonii.

Podstawową, zasadniczą kwestią w procesie wybaczania jest uzmysłowienie sobie pewnej prostej zasady, że człowiek pragnie, potrzebuje i do normalnego funkcjonowania jest mu niezbędnie potrzebna miłość. Od rozważenia tego uczucia z rzadko spotykanego punktu widzenia, rozpoczęliśmy rekolekcyjne refleksje. Miłość ma w sobie tą niezwykłą cechę, że zabija lęk. Odkrycie owej zasady jest kluczowe dla procesu wybaczania. Zatem życie bez miłości, to tak naprawdę życie w lęku, który z kolei zabija miłość. Tu zdefiniowaliśmy zasadę, która przewijała się w trakcie rekolekcji kilkukrotnie: miłość usuwa lęk – lęk usuwa miłość. Powstaje pętla, błędne koło. Wyrwanie się z niego to zadanie konieczne by można było mówić o postępie i wejściu na drogę wybaczania. Miłości trzeba się uczepić, zakotwiczyć w niej, szybko do niej wracać. Mówiąc dalej o aspektach miłości Agnieszka i Jakub jako najistotniejsze wymienili: pragnienie miłości jest w każdym, to pragnienie jest uczuciem wręcz doskwierającym, dopominającym się jego realizacji, do miłości się dojrzewa walcząc z lękiem przed nią, brak miłości porównać można z brakiem życia, powolnym umieraniem czy wręcz śmiercią, ale do miłości można dochodzić na różne sposoby. Miłość weryfikuje wszystko to, co jest nieprawdą, fałszem. Ten proces bywa czasami bardzo bolesny, a poprawnie zrozumiany prowadzi do pełnego oczyszczenia. O miłości można powiedzieć również to, że: kochają kochani, zatem zranienia w tej materii wyniesione z domu, z dzieciństwa przekładać mogą się na nasze relacje małżeńskie, na poczucie braku miłości ze strony tej drugiej osoby lub nieumiejętności okazywania jej. Miłość jest ważna i odważna. Miłość to uczucie zdolne wyciągać z najgłębszych otchłani, ale wtedy gdy jest dawane. Istnieją dwa źródła miłości. Miłość Boża i ludzka. Miłość Boża jest i niezmienna i niewyczerpana, zdumiewająca i inspirująca, wymagająca i miłosierna, miłość ludzka z niej czerpie wzór, siłę, przykład, za każdym razem może do niej wrócić, skonfrontować swoje wybory.

Podczas tych niełatwych (jak widać) prelekcji Agnieszka i Jakub korzystali z pytań wytrychów. Jedno z nich brzmiało: „dlaczego nie dajesz jej kwiatka”? Innymi słowy – dlaczego nie dajesz miłości? Dawanie jest aktem kreatywnym, dynamicznym, bezpośrednio odczuwalnym, rozwijającym i dowartościowującym. Dlaczego nie idziesz w kierunku rozwoju? Odpowiedź była jedna: bo jest w tobie, we mnie jakiś lęk, obawa – a jak powiedzieliśmy wcześniej, lęk usuwa (zabija) miłość. Czyni niezdolnym dawać. Zatem tutaj pojawiła się konieczność uświadomienia sobie tego czym tak naprawdę jest lęk, a jest on zapamiętanym trwale poczuciem zranienia. Za wszelką cenę chcemy uniknąć powtórzenia tego co nas zraniło, co boli, co krzywdzi. Życie w takim stanie Agnieszka i Jakub określili mianem życia na „hamulcu ręcznym” lub/i „za szybą”, co znaczy, że ciężko nam żyć, że nasze życie jest w jakiś sposób nieprawdziwe, odrealnione, niespełnione, nieszczęśliwe. Dopiero gdy to wiemy, można zacząć proces wybaczania.

Istnieje wiele fałszywych przekonań co do tego czym właściwie jest przebaczenie – ostrzegali Agnieszka i Jakub. Przebaczenie z całą pewnością nie jest zapomnieniem (jedynie chorzy są w stanie zapomnieć), nie jest zaparciem się samego siebie (nie można zaprzeczyć temu co się czuje), nie może być wyczekiwaniem na zmianę drugiej osoby (bo to może nigdy nie nastąpić lub nastąpić gdy już ciebie nie będzie na tym świecie), nie jest próbą zrozumienia krzywdziciela, usprawiedliwienia go. Przebaczenie jest procesem emocjonalnym, procesem zdrowienia, kierowania się ku miłości. Rozpoczyna się on od uświadomienia sobie przyczyny zranienia, a te mogą być przeróżne. Najpowszechniej spotykanymi przyczynami zranień są: alkoholizm i patologie nim wywołane, przemoc fizyczna czy psychiczna (poniżanie, wyśmiewanie, deprecjonowanie wartości osoby), zaniedbanie w formie opuszczenia, braku zainteresowania, doświadczona nadopiekuńczość, nadużycia na tle seksualnym. Nierzadko bywa, że zranienia osoby obejmują kilka tych obszarów jednocześnie. Doświadczone zranienia mogą powodować: lęk, uzależnienia, zaniżone poczucie własnej wartości, permanentne (trwałe) poczucie winy, zaburzenia nastroju (skrajne wahania), wybuchy agresji, zaborczość, ograniczoną zdolność budowania relacji. To są obszary zranień i objawy ich istnienia, do nich zaś dokonując wglądu we własne wnętrze szybko jesteśmy w stanie dopasować konkretne wydarzenia.

Zranienie, jak stwierdzili nasi prelegenci, musi i powoduje konieczność odreagowania. Budzi emocje, za które nie jesteśmy odpowiedzialni, bo one przychodzą i odchodzą lub zamieniają się w uczucia, którymi już możemy i powinniśmy zarządzać. Gdy czujesz złość nie oznacza, że jesteś złym człowiekiem, słabość, że słabym. Zazwyczaj uczucia jakie w sobie niepotrzebnie pielęgnujemy to gniew lub żal, zaś najczęściej jedno i drugie. Gniew jest reakcją obronną na atak – powinien minąć gdy zagrożenie znika. Żal jest poczuciem doznanej straty. Nie możemy uniknąć ich odczuwania, ale możemy nimi zarządzać. Czyli postawić granicę. Powiedzieć dość. Jestem zły bo spotkała mnie niesprawiedliwość, jest mi żal bo poniosłem stratę. Nie chcę tego więcej. Granicę stawiamy poprzez zachowanie, a najlepiej rozmowę. Granicę można postawić sobie (wewnątrz) i innym.

Żeby podjąć decyzję o przebaczeniu trzeba mieć w sobie przekonanie, że nie jesteś odpowiedzialny za to, co ci zrobiono, jesteś odpowiedzialny za to, co z tym zrobisz. Przebaczasz zatem dla siebie, odzyskujesz tym samym utraconą wartość, uwalniasz się, zdrowiejesz, wracasz do równowagi, na nowo stajesz się wolnym człowiekiem. Łatwo, na co Agnieszka z Jakubem zwrócili uwagę, mylimy wybaczenie z pojednaniem. Wybaczenie jest naszym ruchem. Działaniem na własną rzecz, procesem uzdrowienia siebie. Pojednanie jest zadaniem do wykonania po stronie krzywdziciela. Żeby mogło dojść do przebaczenia potrzebny jest element akceptacji strat i krzywdziciela. Zranienie emocjonalne, tak jak każde inne, może się ładnie zagoić. Trzeba się o nie w specyficzny sposób zatroszczyć, zaopatrzyć jak zwyczajną ranę na ręce czy nodze. Odpowiednio leczona rana goi się i nawet jak pozostanie po niej blizna, to jest tylko wspomnieniem, które nie powoduje bólu. „Rozdrapywanie” nie pozwala się zagoić ranie i ta zamiast znikać robi się coraz większa, może sprawiać coraz większy ból.

Agnieszka i Jakub zaproponowali, jako przykładową formę procesu wybaczania, doświadczenie dotarcia do wewnętrznego dziecka. Uzmysłowienie sobie tego kim ono jest, co czuje, w jakich okolicznościach się znajduje, czy jest szczęśliwe czy smutne. Trzeba było zadać sobie również pytanie dlaczego ono takie jest, co mu się stało? Skoro to dziecko się już pojawiło i jest – naszym zadaniem było zaopiekować się nim, niejako zaadoptować je. Spowodować, żeby poczuło się lepiej, bezpieczniej. Otoczyć je opieką i miłością. Dać mu to, co jest mu najbardziej potrzebne, uspokoić je, otrzeć łzy, pocieszyć, przytulić, dać poczuć troskliwą miłość. Obraz wewnętrznego dziecka, jak łatwo się domyślić – to obraz nas samych. Jego problemy, żal, strach, przerażenie – to nasze zranienia. Nie ma chyba bardziej działającego na emocje obrazu jak widok skrzywdzonego dziecka. Automatycznie chcemy coś zrobić, żeby mu pomóc. Dalej obraz dziecka, którym jesteśmy przecież my, niezwykle skutecznie usuwa barierę stereotypów takich jak: mi nie można już pomóc, nie będę się nad sobą rozczulał, że to egoistyczne i samolubne podejście, ja i tak jestem beznadziejny itp. W stosunku do dziecka nie ma takich zahamowań, działamy (rodzice mające małe dzieci wiedzą to doskonale), i to działamy wręcz odruchowo, automatycznie. Dlaczego? Bo jest dzieckiem. Dziecku trzeba pomóc. Dorosłemu trzeba pomagać tak samo jak dziecku. Dorosłemu należy się taka sama troska jak dziecku. Różnica polega na tym, że my potrafimy już to zrobić sami. Zasługuje na to każdy z nas, z tego powodu, że jest i że jest dzieckiem Bożym.

W małżeństwach nie jesteśmy sami, choć bywa, że osamotnieni, poranieni. Oddalenie, poczucie niezrozumienia, większość błahych nieporozumień urastających do rangi fundamentalnych problemów wynika z faktu, że żyje w nas jakaś krzywda, że jesteśmy tymi dziećmi wewnętrznymi, którymi nikt do tej pory się nie zaopiekował. Agnieszka i Jakub zaproponowali, żeby obraz tego wewnętrznego dziecka stał się tematem dialogu małżeńskiego. Tym samym, odsłaniając się przed drugą osobą z tego, co niemal najintymniejsze w nas, dajemy sobie nawzajem jako małżonkom szansę na lepsze zrozumienie drugiej strony, na takiej jej traktowanie, by już nie rozdrapywać starych ran. Wreszcie powstaje w ten sposób przestrzeń do pomocy, zrozumienia, czułości czy nawet działania. Rodzi się okazja do przeproszenia i wybaczenia sytuacji trudnych. Kto wie może wspólnego opiekowania się tymi dziećmi.

Na koniec rozważań rekolekcyjnych powróciliśmy, co u Agnieszki i Jakuba jest sposobem ich prowadzenia, do tematu miłości małżeńskiej. Przypomnieli zadane na ich początku pytania o kondycję naszych małżeństw, pytali – gdzie jesteśmy, jak funkcjonujemy i dokąd zmierzamy? Czy już mamy odwagę „dać jej kwiatka”? Zachęcali nas do dostrzeżenia faktu, że Bóg jest w więzi, jest obecny w tym co nas łączy, co nas do siebie zbliża. Im bliżej jesteśmy współmałżonka siłą rzeczy musimy być bliżej Boga, a będąc prawdziwie bliżej Boga musimy być blisko współmałżonka. Dalej wykazali cztery typy funkcjonowania małżeństw: małżeństwa dysfunkcyjne (z zanikiem relacji, patologią), naturalne (dobrze żyjące, ale niewierzące), małżeństwa ludzi wierzących (deklarujących wiarę, ale żyjących według własnego uznania) i małżeństwa zatopione w duchowość małżeńską. Starając się wytłumaczyć na czym polega „duchowość małżeńska”, Agnieszka i Jakub, odnieśli się do jedności zmysłów ciała człowieka. Małżeństwo stanowi niejako jeden organizm duchowy, jedno ciało. Działanie ciała oparte jest na zmysłach: słuchu (słuchamy współmałżonka), dotyku (dotykamy go, czasami ten dotyk na zamysł erotyczny), wzroku (wpatrujemy się we współmałżonka, naśladujemy go, wypatrujemy), zapachu (chłoniemy zapachy, pamiętamy je, tęsknimy za nimi), smak (jest smak pocałunku, smak łez, smak tęsknoty). Zmysły działają bez słów, działają jednocześnie i niezawodnie. Jest to (dopisek autora) intuicja wysnuta z nauczania Josefa kardynała Ratzingera, który również na przykładzie ciała tłumaczył, że Kościół jest jednym ciałem, ale małżeństwo jest już całym Kościołem w którym żyje Chrystus. I tak rozumiejąc całe ciało jako Kościół, zmysłami jego są słuch (Chrystus, prorocy, nauczanie i tradycja), dotyk (sakramenty), wzrok (Kościół widzi, rozeznaje, wie), zapach (modlitwa), smak (posługa, zwłaszcza ewangelizacyjna).

Ostatnim formacyjnym elementem rekolekcji była godzina świadectwa. Udało się podzielić większości z nas. Nie było osób, obojętnych na to co się wydarzyło. Każdy został obdarowany, dotknięty. Każdy coś dostał, coś przeżył, zrozumiał. Były również świadectwa mocno poruszające, ściskające za serce i gardło. Dzielenie się jest cudowną formą ewangelizacji i jakby nie starać się koloryzować tych chwil, słowa oddadzą jedynie mdły poblask żywych ludzkich emocji. Na każdych, także i na tych rekolekcjach, to moment niezwykły, cudowny, budujący.

Niedzielna msza święta, przeżywana w duchu wdzięczności i uwielbienia, była ostatnim formalnym elementem rekolekcji. Zjedliśmy co prawda jeszcze po niej obiad, dzieci zaprezentowały wszystkim cudownej urody anioła, nad którym przez te dwa i pół dnia wytrwale pracowały (choć nie tylko), ale to już takie pożegnanie przedłużone posiłkiem i ostatnim wysiłkiem posługujących na zmywaku.

Niedzielną mszę świętą, co stanowi powód do radości i powinno być odczytywane jako element nobilitacji działań podejmowanych przez wspólnotę Domowego Kościoła, odprawił biskup ordynariusz diecezji sandomierskiej ks. Krzysztof Nitkiewicz. Przyjął zaproszenie, pojawił się wśród nas, wygłosił słowo i zjadł razem z nami obiad. Wraz z ordynariuszem mszę koncelebrowali ksiądz Krzysztof Kwiatkowski – moderator diecezjalny Ruchu Światło-Życie, ksiądz Dominik Żelazko – diecezjalny moderator Domowego Kościoła i ksiądz Konrad Fedorowski – prowadzący rekolekcje.  Niedziela 25 listopada 2018 wypadała w uroczystość Chrystusa Króla, uroczystość kończącą rok liturgiczny. W wygłoszonym podczas mszy świętej słowie biskup odniósł się do niej mówiąc: Chociaż jako chrześcijanie mamy na swoim koncie sporo niedociągnięć, możemy powtórzyć za Panem Jezusem, że również nasze królestwo nie jest z tego świata. Jednak droga do niego prowadzi właśnie przez ten świat, podobnie jak w tym świecie, po wcieleniu, Syn Boży wypełniał i nadal to czyni, swoje zbawcze dzieło. Stąd dwie ojczyzny: ziemska i niebieska. Obie ściśle ze sobą powiązane. W ziemię pierwszej z nich rzucamy ziarno naszych myśli i uczynków. Przebywanie w niebie będzie niezasłużonym darem Bożego miłosierdzia, ale Pan zapyta nas na Sądzie Ostatecznym o zebrane plony. Królowanie z Chrystusem nie ma nic wspólnego z ziemskim królowaniem. To dwa kompletnie różne sposoby życia. Piłat jest wobec Chrystusa słabeuszem, tchórzem, zakładnikiem układów. Które życie wybieramy? I dalej:  Jako ojcowie i matki zatroskani o wasze dzieci, powinniście postawić sobie również pytanie: Co im dajemy? Jeśli tylko udzielacie rad, jak mają żyć, jest to zdecydowanie za mało. Powinniście im dawać Chrystusa. Z kolei można pytać także o to, czego dzieci od was oczekują? Może tego nie mówią wprost, ale obok dobrego słowa, mieszkania, jedzenia, ubrania, pieniędzy, potrzebują właśnie przykładu chrześcijańskiego życia, świadectwa wiary. Obierzmy sobie Chrystusa naszym królem, tak naprawdę, dosłownie. Niech wypełni sobą całe nasze życie.

To chyba najdłuższy i najobszerniejszy wpis w historii tej strony, ale i temat ważki. Temat, którego zaniedbanie, porzucenie, udanie że nie istnieje – może zagubić i unicestwić, to co mamy najcenniejszego na ziemi – czyli miłość małżonków. Postawa przebaczenia (czyli miłości), umiejętność uczynienia tego aktu woli realnym, prawdziwym wydarzeniem jest fundamentalnym charyzmatem Kościoła, a co za tym idzie i Domowego Kościoła. 

Wszyscy bez wyjątku uczestnicy (do czego piszący te słowa został w kuluarach przez ich reprezentację zobowiązany) wyrażają swoją najgłębszą wdzięczność Bogu, za to, że ich w tym czasie postawił w tym miejscu i nie mniej gorąco wszystkim, którzy podjęli trud organizacji i prowadzenia tych rekolekcji. Pozostaną na długo w naszej pamięci treści, słowa, osoby, atmosfera.

Bóg zapłać.

 

GALERIA ZDJĘĆ RÓWNIE OBSZERNA CO SAM WPIS.