Rozpoczęcie roku pracy 2020/2021 – Sandomierz

 

 

O ile świat zewnętrzny dzisiejszy dzień zaczynał między innymi od informacji, że w Polsce do tej pory odnotowano 66870 osób zarażonych wirusem Covid-19, a w ciągu doby przybyło ich 631, a zmarło w wyniku infekcji już 2033, o tyle dla nas najważniejszą informacją dnia była ta, że Jezus nadal nas kocha (wszystkich) i zaczyna z nami nowy rok pracy formacyjnej. Na potwierdzenie tego faktu dał nam prawdziwie letnią aurę, choć pora już przedjesienna. Może nawet lekko przesadził z temperaturą, ale rzeczywista temperatura jego uczuć do swoich dzieci jest znacznie wyższa niż ta odczuwalna dzisiaj.

 

Nie da się uciec od niezależnych okoliczności, co było widać też podczas dzisiejszej uroczystości. W latach ubiegłych rozpoczynaliśmy okazalej, tłumniej, z naprawdę dużym rozmachem. Program był obszerniejszy, otwarty na okolicę. W tym roku zawierał jedynie trzy punkty. Zawiązanie wspólnoty połączone z godziną świadectw, mszę i koronkę do Bożego Miłosierdzia. Pandemia ograniczyła świętowanie do murów katedry, ale … poluzowała na tyle, że w ogóle mieliśmy okazję jako wspólnota spotkać się, przywitać, odświeżyć znajomości i najważniejsze – wspólnie pokłonić Bogu.

 

Podczas 45 Kongregacji Odpowiedzialnych Ruchu Światło-Życie opatrznościowo zadecydowano, że tegorocznym tematem pracy dotkniemy, zmierzymy się z rozumieniem pojęcia „dojrzałość”. „Dojrzałość w Chrystusie” jednoznacznie wskazuje na osobę zarządzającą procesem wzrostu i plonem. Dojrzewanie jest mimo to zawsze zjawiskiem trudnym, potrzebującym wsparcia i pielęgnacji. Prelegenci występujący na owej Kongregacji wskazywali różne przestrzenie i potrzeby jak i konsekwencje dojrzałości. Nie ma dojrzałego Kościoła czy wspólnoty bez dojrzałych świeckich /o. Adam Schulz SJ/ i nie ma dojrzałych świeckich bez dojrzałej i kreatywnej tożsamości kapłanów i osób konsekrowanych /ks. prof. Marek Tatar UKSW/, /ks. prof. Marek Chmielewski / – nie ma dojrzałości, bez zatopienia się w Chrystusie. Nastał czas, kiedy o „dojrzałość” musimy zawalczyć, musimy jej nauczyć młodszych, ale przede wszystkim to jest czas kiedy dojrzałością musimy się wykazać.

 

W dzisiejszej uroczystości od początku do końca uczestniczył i podczas eucharystii, której przewodniczył, wygłosił homilię ordynariusz diecezji ks. bp Krzysztof Nitkiewicz. Uważnie wsłuchiwał się w składane przez młodzież i nas dorosłych świadectwa. Odniósł się do nich w trakcie kazania. Powiedział w nim że, „wracając (po okresie letnim) do codzienności, chcemy często wszystko sami ustalać, przewartościować po swojemu, a nawet decydować za innych. Wydaje się nam, że wiemy, co jest najlepsze, najbardziej odpowiednie. Jedną z pierwszych rzeczy, które wówczas eliminujemy jest krzyż, ofiara, wysiłek. Również św. Piotr próbował narzucać Panu Jezusowi własne rozwiązania. Tymczasem trzeba zdać się w pełni na Chrystusa, a to oznacza przyjąć Jego krzyż. Ojciec św. Franciszek powiedział, że każdy kto dotyka się krzyża zostawia na nim cząstkę samego siebie, a jednocześnie zabiera z tego krzyża coś do swojego życia. Myślę, że Ojcu św. chodziło o to, że w ten sposób uczestniczymy w dziele zbawienia i uczymy się prawdziwie kochać, jak Chrystus. Niech tak się stanie.” Refleksja ta wypływa z sensu dzisiejszej ewangelicznej perykopy, w której to Jezus mówi, że kto chce iść za Nim, musi się zaprzeć samego siebie, musi wziąć swój krzyż czyli dotknąć się Chrystusowego krzyża, że ustawianie życia wedle własnego wyobrażenia, nie zawsze  jest życiem wedle Bożego planu. W dalszej części homilii ksiądz biskup zwrócił uwagę, na istotny fakt, że odpowiedzialność opiera się na „twardym gruncie”. Emocje wynikłe z „przeżycia”, a te potrafią być silne, o ile same w sobie nie są niczym złym, o tyle powinny zmierzać ku brzegom konkretu, by nie rozmyć się, utonąć, rozpłynąć w nurcie codzienności.

 

Odpowiedzialność dojrzałości jest swoistego rodzaju odpowiedzią daną Jezusowi. Lepiej dla nas jest nawet gdy ta odpowiedź będzie zła, tak jak dzisiejsza Piotra w ewangelii, bo szybko zostanie skorygowana, niż gdy nie będzie jej wcale. Brak odpowiedzi  wynika z obojętności. Obojętność jest zaprzeczeniem miłości. W Domowym Kościele mamy bardzo silne kotwice, które nie pozwalają nam „popłynąć” w nijakość czy ugrzęznąć w mule, które wychowują do dojrzałości. Są nimi zobowiązania. To bardzo twardy i niezwykle stabilny grunt. One ostatecznie sprowadzają się do jednego – trzymają przy Chrystusie. Nurt życia może nas znosić w różnych kierunkach, ale … tej liny nie zerwie. Dopóki się jej trzymamy nie odpłyniemy. 

 

Na sam koniec taka puenta. Ojciec Joachim Badeni w jednym ze swoich licznych wystąpień powiedział o dojrzałości tak: konsekwencją dojrzałości w naturze jest siew. Coś dojrzewa tylko po to i aż po to, żeby się rozsiać. Jeżeli nie dojrzejemy w Bogu, jeżeli nie dojrzejemy Nim – też będziemy siać, tylko co?

 

GALERIA ZDJĘĆ