Zakończenie roku pracy formacyjnej 2017/2018 – Ostrowiec Świętokrzyski.

Jesteście skarbem narodu i Kościoła.

     Słoneczne, skwarne przedpołudnie 02 czerwca 2018. Na niebie z rzadka pojawia się od czasu do czasu chmura, dająca nieco wytchnienia od słońca niechybnie zapowiadającego popołudniową burzę. Coraz trudniej znaleźć miejsce parkingowe w okolicach ul. Żerosmkiego 5 w Ostrowcu Świętokrzyskim, czyli przy Zespole Szkół Ogólnokształcących Mistrzostwa Sportowego. W tym miejscu i tym czasie zaczyna się spotkanie rodzin w ramach obchodu 200-lecia diecezji sandomierskiej oraz obchodzonego powiatowego Roku Rodziny. Trudno było znaleźć dogodniejszy termin na zakończenie roku pracy formacyjnej Domowego Kościoła i jednocześnie wpisać się jako wspólnota w jubileuszowe obchody naszej diecezji dając zarazem wyraz jedności tej części diecezjalnego Kościoła, którą w różnych formacjach jednoczy charyzmat małżeństwa i rodziny.  

 

   Jeszcze ostatnie poprawki, ustalenia, trzeba to i owo sprawdzić, czasami znaleźć się wśród ludzi – i już – równo o godzinie 10:00 rozpoczyna się najważniejszy punkt dzisiejszego spotkania, sprawowana w intencji świętości rodzin i małżeństw Msza Święta. Obecność trzech biskupów wyjaśnia i podkreśla wagę wydarzenia i przestrzeni życia, którą – czy ktoś chce, czy nie – rodzina i małżeństwo z urzędu zwyczajnie jest. Mszy Świętej przewodniczy ks. bp Jan Wątroba przewodniczący Komisji ds. Rodziny przy KEP. Eucharystię koncelebrują, bp Krzysztof Nitkiewicz, bp senior Edward Frankowski wraz z licznymi kapłanami, wśród których zdecydowanie wyróżnia się stułą, której ornament stanowi znak FOZ-ZOE – nasz moderator ks. Krzysztof Kwiatkowski. 

     Biskup Jan Wątroba (którego bywalcy rzeszowskiego koncertu uwielbieniowego „Jednego Serca – Jednego Ducha, a tych jak się okazało wcale wśród uczestników wydarzenia nie było mało – znają nieco lepiej) w swojej homilii oparł się z jednej strony na ewangelicznej perykopie o weselu w Kanie Galilejskiej i nauczaniu Św. Jana Pawła II, z drugiej. Zaczął od znanych słów naszego papieża, że: „rodzina Bogiem silna, staje się siłą człowieka i narodu”.  Rozwijając tą refleksję biskup Jan wskazał na naturalne przymioty przynależne rodzinie, którą potocznie i na co dzień określamy krótko słowem: dom. Ów „dom”, który należy rozumieć wpierw szeroko, będzie jedynie trwałą konstrukcją, o ile wyniknie z przesłanek wiary osobistej, a ta w konsekwencji doprowadzi do sakramentu małżeństwa. Zatem to sakrament jest fundamentem relacji małżeńskiej, owocem której jest rodzina. Sakrament jest „sprawą Jezusa”, w którą angażuje się cały dla nas. Od tej chwili Jezus nie tyle stoi „pomiędzy” małżonkami, co dba o to, żeby im „nie zabrakło wina”. Moc małżeństwa nie wynika z umiejętności, pracy czy zasługi małżonków, a jest konsekwencją realnego działania Jezusa w ich życiu. Do tej prawdy poprzez świadectwo trzeba przekonywać młodych, którzy we współczesnym świecie bez prawdziwych relacji, relacji opartych na wirtualnej ułudzie, przestali wierzyć w moc sakramentu i dalej małżeństwa. Małżonkowie też nie mają ze sobą innej relacji lub głębszej relacji inaczej niż w Jezusie. Tam gdzie ona jest wytrwale (relacja z Jezusem) na modlitwie, dialogu, wzajemnej służbie budowana – powstaje „dom”, który przede wszystkim daje poczucie bezpieczeństwa. Do takiego domu można uciec, można się w nim schować, bo jego strażnikiem nie są ludzie, a Bóg. Dalej „dom” to ciepło. Ciepło nie z kaloryfera, kolorowy, przesłodzony idylliczny obrazek, którymi karmi nas świat z zimnego światła ekranu, ale pochodzące z serca człowieka, osoby. To ciepło akceptacji, zrozumienia, otwartości i wybaczenia. Ten klimat serdeczności, wzajemności i szacunku, sam buduje poczucie tego co dobre, a za co już muszę przeprosić. Jest atmosferą najdoskonalej wychowawczą i pedagogiczną, bo o dobru nie przekonuje mnie nakaz, a doświadczenie, które domaga się naśladowania. „Dom” to również gościnność, zapobiegliwość i czynione miłosierdzie. Nie można nie dojść do przekonania, że taki „dom” to, ojczyzna czyli miara miłości i doświadczenia odziedziczonego od rodziców i dawanego dzieciom zaś jej sumę globalną piszemy i rozumiejmy jako Ojczyzna. Wreszcie „dom” to Kościół, w którym zawsze jest Chrystus – inaczej Kościół Domowy. Kończąc homilię ks. bp Jan Wątroba stwierdził, że jedynie rodzina jest szansą dla człowieka. Szansą na zaistnienie, bycie zrozumianym, potrzebnym, akceptowanym – zbawionym. Rodzina jest szansą dla narodu, którego siłą są ludzie wierni, konsekwentni – a tych cnót nauczyć się można wyłącznie w niej. Jak zatem tego dokonać? Gdzie jest klucz, którym otwiera się tą ważną drogę? I tu hierarcha wrócił w rozważaniu ponownie do ewangelii. Otóż, naszym zadaniem jest nosić wodę do stągwi, co oznacza wypełniać najlepiej jak to możliwe obowiązki stanu, dbać o rozwój ducha w sposób żmudny, codzienny, nieprzerwany. Chciałoby się dodać, wypełniać zobowiązania, nawet wbrew sobie.  Jezus, gdy nadejdzie stosowna pora przemieni tę wodę życia w szlachetne wino, również po to, żebyśmy dostrzegli, że nie ma w tym innej naszej zasługi ponad tę, że owa woda w stągwiach stała i czekała. Żeby te cuda przeżyć trzeba być wiernym. Próbą wierności natomiast jest czas. Wielu tej próbie nie sprostało, nie poszło w konsekwencję, upór czasami ślepy. O ile kiedyś można było twierdzić, że małżeństwa trwają ze sobą z przyzwyczajenia, o tyle w obecnym czasie nikt chyba nie ma już złudzeń, że to się zmieniło. Tym, bardziej – i tu biskup Wątroba uczynił ukłon w stronę zgromadzonych na placu jubilatów z 25-letnim stażem małżeńskim – należą się słowa uznania wszystkim tym, który na przekór modom, trendom, namowom i światu, są jawnym świadectwem, że wierność jest możliwa i skuteczna. Na koniec ks. biskup poprosił by wierność chronić i promować, pokazywać i jej uczyć. Bez niej nie ma nic, bez niej nie ma wiary, która się rozmyje, nadziei w miejsce której wejdzie zwątpienie, miłości, za którą i tak nie przestaniemy tęsknić, zbawienia – po które nie będziemy mieli ochoty sięgnąć pomimo tego, że jest tuż, tuż – tak jak Boże Miłosierdzie.

     Po zakończonej homilii zebrani małżonkowie jubilaci uroczyście odnowili przyrzeczenia małżeńskie, co zawsze jest momentem pięknym i wzruszającym. Naszą wspólnotową obecność na mszy w sposób szczególny podkreślili Halinka i Marian Indykowie odczytując wezwania modlitwy wiernych. Przedstawiciele Domowego Kościoła szli w procesji z darami. Nasi panowie widoczni byli również przy samym ołtarzu w roli akolitów i turyferariusza (ministrant kadzidła) i nawikulariusza  (ministrant łódki). Na koniec celebry zwyczajowo nastąpiły podziękowania i tu jako gospodarze honory pełnili Wiesia i Mirek Bąkowie. Ich udział w przygotowaniu całego wydarzenia jak i pozostałych rodzin rejonu ostrowieckiego jest nie do przecenienia i nie do opisania. Impreza tego rozmiaru i rozmachu nieodmiennie łączy się z wprost proporcjonalnie rosnącą ilością szczegółów do ogarnięcia. Nie należy przy tym zapominać, że jednocześnie pracują kiedy się tylko da w Uhercach, żeby przygotować ośrodek do zbliżających się szybkim tempem rekolekcji.

   Po mszy i odebraniu przez czcigodnych jubilatów (a byli wśród nas takowi) wpierw gratulacji, następnie błogosławieństwa i na koniec drobnych upominków w postaci figurki świętej rodziny i dyplomu gratulacyjnego od biskupa Krzysztofa Nitkiewicza, przeszliśmy do hali sportowej na powiedzmy nieskromną agapę. Biorąc pod uwagę panujące warunki atmosferyczne i temperaturę oscylującą w granicach 30 stopni, było to wyzwanie przynajmniej wołające o chwilę namysłu. Nie było jednak chyba nikogo, kogo nie przekonałaby strawa przygotowana przez Beatkę i Andrzeja Wereskich. Ciastka wyrobu naszych pań w niczym nie ustępowały potrawce z kapustki na mięsku serwowanych jako danie główne, może jedynie w kolejności spożywania. Faktem jest, że na koniec nawet okruchy po owych ciastkach ciężko było wypatrzeć. 

   Posileni i nasyceni zarówno wiktuałami jak i sobą wzajemnie zgromadziliśmy się w drugiej części hali wokół osób naszej pary diecezjalnej, która powoli (co chyba było słychać) żegna się się z posługą. Podzielili się z nami wrażeniami z pielgrzymki do Kalisza, podziękowali wspólnocie za modlitewne trwanie i konsekwencję w chwilach dla nich osobiście trudnych, by nie rzec bez owijania w bawełnę, niemalże dramatycznych, po czym wspólnie zawierzyliśmy się opiece Św. Józefa, jakby na to nie patrząc, patrona rodzin w tym osób starszych. Przemówił do nas jeszcze ks. moderator Krzysztof Kwiatkowski. 

   Oficjalnych części było tyle. Przyszedł czas na nieoficjalne. Chyba zdecydowana większość z nas, a pewnie było to również efektem odpowiedniej reklamy poczynionej kuluarowo przez Wiesię i Mirka Bąków, została na wykładzie, prelekcji, świadectwie (bo wszystkie te cechy owo wystąpienie w sobie zawierało) – znanego z radykalizmu, o którym wikipedia pisze tak:  polski reżyser, scenarzysta i producent filmowy, dokumentalista – Lecha (Leszka) Dokowicza, twórcy wielu filmów m.in: „Ja jestem” – o cudzie w Sokółce, „Syndrom” – o syndromie poaborcyjnym czy „Śmierć na życzenie” – o eutanazji. I teraz trzeba (już na sam koniec) zauważyć, że spotkanie trwało 1,5 godziny w dość dusznej hali i bez wyraźnej potrzeby nie ruszył się nikt, a na sam koniec stoisko z filmami przeżyło oblężenie, którego i sam Stalingrad by się nie powstydził. Leszek Dokowicz mówił prawdę, mówił o tym czego powinniśmy się wystrzegać, gdzie są zagrożenia i jakie Kościół na na nie lekarstwa. To był naprawdę świetny pomysł, żeby go zaprosić. 

    Zatem możemy stwierdzić, że kolejny rok pracy mamy za sobą. Nie można wobec tego nie postawić sobie kilku pytań? Jaki był? Jak wzrosłem duchowo? Czy były elementy mojego udziału w życiu wspólnoty, choćby najdrobniejsze? Co chciałbym zmienić, poprawić? Z czego muszę zrezygnować, co mi jest przeszkodą, wadą (reguła życia). I chyba najważniejsze – czy jestem wdzięczny? A może jeszcze o coś chciałbym się zapytać samego siebie? 

    Jezu Chryste, nasz jedyny Panie i Zbawicielu, dziękujemy Ci, za ten czas. Tobie oddajemy absolutnie wszystko, zwłaszcza słabości i porażki, niepowodzenia, cierpienia i ból. Ty jesteś w stanie wyprowadzić z tego jeszcze większe dobro. Alleluja. Amen.

 

GALERIA ZDJĘĆ