Ach- cóż to był za bal …

Bal – od łacińskiego „ballare” oznaczającego tańczyć – to jest mniej lub bardziej poważna zabawa taneczna mająca zazwyczaj miejsce w okresie karnawału. Wyrazem bal określa się dzisiaj, nie do końca słusznie, wszystkie większe imprezy towarzyskie przy muzyce. Dlaczego nie do końca słusznie? Otóż, żeby spotkanie takie mogło awansować do rangi balu koniecznych jest kilka elementów. Jednym z nich jest obecność wodzireja, czyli osoby odpowiedzialnej za zabawy taneczne i konkursy podczas balu. Bal powinien rozpoczynać się polonezem, osoby uczestniczące w nim zaś winny być stosownie ubrane. Ważnym elementem balu jest kotylion. 

Jakby zatem nie patrzeć, o naszej zabawie bez cienia wątpliwości można powiedzieć, że balem jak najbardziej była. Wracając do chronologii trzeba powiedzieć, że miał on miejsce w restauracji „Sezam” w Stalowej Woli w sobotę 26 stycznia 2019 roku. Zaproszeni na nasz bal byli wszyscy członkowie Domowego Kościoła diecezji sandomierskiej, dysponujący możliwością i czasem, bo rzecz jasna nie wszyscy się pojawili, ale nie wyłącznie. Jako wspólnota otworzyliśmy się na również i na tych chętnych, którzy mieli ochotę na taką zabawę, ale co najważniejsze, akceptowali fakt, że będziemy to czynić bez alkoholu. I pary takie, a jakże również nas swoją obecnością zaszczyciły i ubogaciły. 

Rozpoczęliśmy od modlitwy. Tak – wpierw siebie, nasze rodziny, sprawy i samą zabawę oddaliśmy Bogu, żeby Jego Chwała się działa wszem i wobec. Pierwszym tańcem, jak nie trudno się domyślić był nasz kochany, dostojny polonez. Poprowadził nas do niego Adrian Pieniążek, pełniący wraz z resztą ekipy „Trio z Rio” rolę wodzireja podczas tego wieczoru. W pierwszej parze szli Beata i Andrzej Werescy – czyli nasza obecna para diecezjalna. W trakcie balu każdy miał okazję zatańczyć swój ulubiony taniec bo grane były i walce, i tanga, miłośnicy nieco bardziej egzotycznych rytmów mieli okazję zatańczyć czaczę, nie mogło zabraknąć dynamicznego rock ‚n’ rolla czy naszej rodzimej polki. „Trio z Rio” (nasi wodzireje) co jakiś czas zapraszali wszystkich do wspólnej zabawy. Był i czas na posiłki (dwa ciepłe) i odpoczynek.

Na balu (uporawszy się z obowiązkami wynikającymi z pracy na parafii) pojawił się i został gorąco przyjęty moderator diecezjalny Domowego Kościoła ks. Dominik Żelazko, który bynajmniej zabawy i tańca nie unikał. W trakcie balu pojawiły się (bo jakżeby mogło ich zabraknąć) i kotyliony. Wykorzystano je i do zabawy, i do poważniejszej kwestii. Otóż zabawa polegała na tym, że każdy uczestnik losował dla siebie kotylion na którym widniało imię męskie lub żeńskie. Były to imiona postaci biblijnych, historycznych czy wręcz literackich. I tak Adam musiał wśród pań odnaleźć Ewę, Abraham Sarę, Jakub Leę, Mieszko Dobrawę, Tadeusz Zosię itd. Czterdzieści takich par mieliśmy (łatwo zatem policzyć ilość uczestników). Podczas tańca z odnalezioną „połówką” tworząca historyczną całość zbierano kwestę na rzecz wsparca remontu i rozbudowy naszego ośrodka rekolekcyjnego w Uherach Mineralnych. Samą zabawę z „kotylionami” przygotowali i rzecz całą wyjaśnili nam Halinka i Marian Indykowie, zaś plany rozwoju ośrodka przedstawił ks. Dominik.

Jako uczestnicy tegoż zdarzenia również ze swojej strony możemy powiedzieć, że impreza była – powiedzieć udana – to nic nie powiedzieć. To była rewelacja. Po pierwsze bawiliśmy się absolutnie wszyscy. Naturalnie na miarę sił i możliwości. Nie było jednak par, które nagminnie okupowałyby stoliki. Pokazaliśmy, że można się doskonale bawić bez alkoholu, i to bawić do przysłowiowego „upadłego”. Przede wszystkim daliśmy świadectwo temu, że modlitwa nie przeszkadza zabawie, a zabawa modlitwie. Ilość radości i uśmiechu na twarzach zebranych osób wielokrotnie przebiła średnią krajową i bez mała dorównywała tej ze Światowych Dni Młodzieży. Nie można nie docenić wpływu tego wydarzenia na budowanie jakości naszych relacji małżeńskich. Nie ukrywajmy większość czasu w ciągu roku spędzamy przy pracy i obowiązkach. Ta chwila radości jest czymś zwyczajnie potrzebnym naszym małżeństwom, naszej wierze nawet. Ci szarmanccy mężczyźni, te promienne uśmiechy kobiet. A to wszystko na Chwałę Pana i nasze dobro. Cóż zatem dodać, bo ujmować ma nie z czego.

 

galeria zdjęć z balu